poniedziałek, 18 lipca 2011

Muzyczne newsy Pana Boltza - Red Hoci i ich nowy singiel!

Jest mi niezmiernie przyjemnie, ale tak bardzo, bardzo niezmiernie zaprezentować na moim blogu nowy, świeżutki, singiel Red Hot Chili Peppers. Tak, tak! Red Hoci wracają! Co prawda już bez Johna Frusciante (niepowetowana strata! Winszuję sam sobie, że udało mi się zobaczyć i usłyszeć RHCP jeszcze z Johnem w składzie w Chorzowie w 2007), ale za to z wieloletnim współpracownikiem, koncertowym towarzyszem i dobrym kumplem Johna - Joshem Klinghofferem. Jesteście ciekawi nowego oblicza Red Hot Chili Peppers? No ja myślę! ;D
Zapraszam do przesłuchania singla z nowego albumu I'm With You, który ujrzy światło dzienne 30.08.2011. Przed Wami utwór The Adventures of Rain Dance Maggie!



Powiem szczerze, że miłości od pierwszego przesłuchania nie doświadczyłem, ale z czasem im więcej przesłuchań tym bardziej do mnie ten kawałek dociera.

niedziela, 17 lipca 2011

Koncert Heath i Insomia [15.07.2011] oczami/uszami Pana Boltza

Zapach pizzy wkradający się w nozdrza, wszechogarniająca duchota, łapczywe przechwytywanie porcji świeżego powietrza i niewielki skrawek miejsca, na, którym ludzie zgromadzeni w Magazyn Pizza Club mieli nadzieję zobaczyć dwa zespoły z tarnogórskiej sceny muzycznej. 15 lipca w piątkowy wieczór zespół Heath oraz supportująca ich Insomia zmierzyły się z delikatnie mówiąc trudnymi warunkami do grania koncertu, ale wyszły z tego pojedynku zwycięsko. Obiecana, wakacyjna dawka rocka została zaaplikowana.

Insomia, która rozpoczęła muzyczną ucztę chcąc nie chcąc mimowolnie kojarzy mi się z polskim zespołem Coma. Wydaje mi się, że wpływają na to, co najmniej trzy czynniki. Przede wszystkim analogia między Piotrem Roguckim, a Markiem Bulą. Roguc jest aktorem, z kolei Marek udziela się, jako aktor i jest integralną częścią Teatru ZL, działającego w Tarnogórskim Centrum Kultury. Po drugie obaj panowie odpowiadają w swoich zespołach za teksty piosenek. Po trzecie, aspekt muzyczny. Chociaż jeżeli chodzi o tę kwestię, Insomia prezentuje łagodniejsze brzmienie niż Coma.
Na plus Insomii działa fakt, że utwory wykonywane na koncercie znacznie lepiej smakują od wersji piosenek znalezionych na ich profilu na myspace. Otóż przyznaję, że niekiedy współpraca między muzykami ewidentnie kulała, ale takie są uroki grania na żywo. Zaliczam się do grupy osób, które w takich momentach przytaczają trafiające w sedno powiedzenie: praktyka czyni mistrza. Dla ludzi będących na początku swojej muzycznej drogi powyższe zdanie powinno być mottem. W rameczkę i powiesić nad łóżko.
Podczas koncertu zaniepokoił mnie strzał w stopę w postaci covera Babe I’m Gonna Leave You. Są piosenki, których nie wolno wręcz ruszać. Utwór Led Zeppelin okazał się za wysoką poprzeczką do przeskoczenia dla młodych muzyków. Muzycznie odtworzony całkiem przyzwoicie, ale stawiając go obok oryginału wypadł blado.
Pocieszający jest fakt, że doskonale czują się we własnym repertuarze. Długi wakat na pozycji wokalisty zostaje bardzo dobrze zrekompensowany obecnością Marka Buli.

Kilka chwil przed rozpoczęciem koncertu Heath, „scenę” spowiły ciemności. Tak już zostało do końca. Pierdoła, ale ileż ona dodała wartości klimatycznych! Na pierwszy ogień czwórka debiutantów zaprezentowała utwór Wash Your Name. Od razu było słychać inspiracje największymi. Gitarzysta Heath Bartek Stanik odwalił kawał dobrej roboty prezentując solówkę a’la Tom Morello, jednego z najlepszych gitarzystów rockowych na świecie znanego z m.in. Rage Against The Machine lub Audioslave.
Odczuwam solidny niedosyt z niepodważalnego faktu braku słyszalności wokalu. A szkoda, gdyż jak już usłyszałem Marcina Czaplę kiwałem głową z uznaniem dla jego walorów wokalnych. Dorzucając do tego jego swobodę bycia w centrum uwagi osiągającą apogeum w przerwach pomiędzy piosenkami - imponujące.
Cieszę się, że miałem przyjemność zobaczyć/usłyszeć dobrze naoliwiony mechanizm z ociekającą zacnością sekcją rytmiczną. Perkusista Piotr Szwarnóg, człowiek zdolny do odnalezienia wspólnego języka z perkusją i potrafiący wycisnąć z niej to, co najlepsze + dosadny, gęsty, konkretny bas, basisty Kuby Pietrygi tworzą świetną, trzymającą poziom, wpędzającą w kompleksy inne początkujące bandy sekcję rytmiczną. Wplatając w to jeszcze soczyste, pełne pasji riffy gitarzysty Bartka Stanika - to jest godne doświadczenia na żywo.
Z każdym utworem utwierdzałem się w przekonaniu, że mamy do czynienia z czymś niebagatelnym, czymś, na czym warto zawiesić ucho. Powaga. Kompozycje były nieprzekombinowane, wciągające i bardzo chętnie usłyszałbym je po raz kolejny.
Koncert Heath okazał się sentymentalną podróżą do moich korzeni muzycznych. Dużą uwagę zwracam na muzyczne, pierwsze wrażenie. W kryteriach, jakości pierwszego wrażenia debiutancki koncert Heath w Tarnowskich Górach okazał się być przerażająco dobry. Stopień wyrachowania i świadomości swoich umiejętności ukształtował przednie przedstawienie.
Jak spieprzycie swój potencjał to osobiście skopie Wam tyłki – tako rzecze Pan Boltz.

Słowem podsumowania chciałbym przyznać, że warto było wypocić swoje, żeby usłyszeć to co zarejestrowałem narządami słuchu. Uwielbiam być zaskakiwany muzycznie, a 15 lipca zostałem skrajnie pozytywnie zaskoczony.

niedziela, 10 lipca 2011

Zapowiedź koncertu Heath i Insomia - Magazyn Pizza Club

W natłoku większych koncertów i letnich festiwali muzycznych nie wolno zapominać o rzeczach mniejszych, lokalnych.
Tym razem z niekłamaną przyjemnością pragnę zaprosić/zachęcić/nakłonić do licznego zgromadzenia się 15 lipca w Tarnowskich Górach, a dokładniej na Osadzie Jana w Magazyn Pizza Club na darmowym koncercie zespołu Heath oraz Insomia.


Image and video hosting by TinyPic


Start koncertu planowany jest na godzinę 19:00. Muzyczną ucztę rozpocznie Insomia, czyli grupa czerpiąca inspiracje z muzycznych gigantów takich jak chociażby Led Zeppelin lub Pink Floyd. Szczególną uwagę warto zwrócić na walory wokalne Marka Buli, który nie boi się żadnego dźwięku.
Z kolei gwiazda wieczoru, Heath to czwórka jegomościów poruszająca się w klimatach kojarzących się z dokonaniami Toola, bądź A Perfect Circle. Dodając do tego post-rockowe pejzaże i całkiem zgrabne melodie otrzymujemy dźwięki, które warto zarejestrować i doświadczyć na żywo.

Piątkowy koncert będzie przezacną okazją do kontaktu z tarnogórską sceną muzyczną. Dwie obiecujące, młode kapele zbiorą cenne koncertowe doświadczenie, a przy okazji zrobią słuchaczom dobrze przez uszy (;D). Oba zespoły postarają się udowodnić, że wcale nie trzeba daleko szukać chcąc posłuchać porządnego gitarowego grania.
Jedno mogę Wam obiecać w ciemno. Będzie głośno i rockowo! Każdy, kto przyjdzie po solidną dawkę gitarowego grania nie powinien opuścić lokalu zawiedziony.

środa, 22 czerwca 2011

Muzyczne newsy Pana Boltza - Coke Live Music Festival 2011 (podejście nr 4)

Równo tydzień od ostatniego ogłoszenia jest mi niezwykle przyjemnie ogłosić kolejnego wykonawcę będącego integralną częścią Coke Live Music Festival 2011. 20 sierpnia w sobotni wieczór, na głównej scenie zagra zespół... Editors!!

Tegoroczną edycję Coke Live można spokojnie nazwać Coke Live Post-punk Music Festival, gdyż w line-upie znajdziemy tuzy post-punkowego grania: Interpol, Editors i White Lies. 

Do zobaczenia w Krakowie ;D Wujaszek Boltz musi tam być! Editorsi to nr 3 w moim rankingu ulubionych wykonawców według odsłuchań na last.fmie.

sobota, 18 czerwca 2011

Zaprezentowawszy, co wyszperawszy

Ok, przyznaję. Szperałem... Każdemu się zdarza. Przeczesywałem YouTube'a w celu znalezienia czegoś wartościowego, czegoś, na czym można ucho i oko zawiesić. Pierwszy jutjubowy filmik okazał się być bardziej rozkoszą dla oka (muzyka w tle nie jest godna komentarza) - Robert Lewandowski i pokaz jego świetnego wyszkolenia technicznego poprzez zaprezentowanie zapierającego dech w piersiach triku. Noooooo, troszkę przesadziłem z tym zapieraniem tchu w piersiach ;P Taki tam trik na treningu.
Następnie przypomniałem sobie, co ostatnio królowało na mej muzycznej plejliście. Bez chwili namysłu wklikałem w wyszukiwarkę "Foals Black Gold 2". Utwór z dodatkowej płyty z bonusami dodanej do Total Life Forever (chciałbym pogratulować sobie inwestycji ;D). Miodzio kawałek. 8:30 sekund czystej poezji.
W trakcie odsłuchu skierowałem oczęta na propozycje podobnych filmików. Foals Coachella*! Koniecznie trzeba to sprawdzić. Warto było! Na YouTube w 9 partach został umieszczony koncert Foalsów z Coachelli. Paluszki lizać. Przesłuchałem z wypiekami na twarzy i postanowiłem, że muszę się z Wami tym podzielić.

Zapraszam do muzycznej uczty. Zarówno tych, którzy zobaczą Foalsów 1 lipca na Open'erze, tych, którym nie będzie to dane i tych, którym nazwa Foals kompletnie nic nie mówi. Enjoy!




















* Coachella to mega fest zacny, kalifornijski festiwal gromadzący muzyczną śmietankę z całego świata. Bez dwóch zdań jeden z najlepszych festiwali muzycznych.

środa, 15 czerwca 2011

Muzyczne newsy Pana Boltza - Coke Live Music Festival 2011 (podejście nr 3)

Nazwisko ogłoszonego dzisiaj jegomościa często przewijało się w coke'owych spekulacjach. Okres spekulacji został solidnie wydłużony, gdyż od ogłoszenia poprzedniego wykonawcy minęło sporo czasu. Po raz kolejny Alter Art testował cierpliwość zainteresowanych. Aż w końcu nastał dzień, który można nazwać jak najbardziej korzystnym. Aczkolwiek troszkę szkoda, że dowiedzieliśmy się o obecności tylko jednego wykonawcy, ale... Wszystko w swoim czasie.

Otóż w dniu dzisiejszym ukłon w stronę polskiej publiczności skierował zupełnie nieprzypadkowy człowiek. Artysta jego pokroju bez cienia wątpliwości zasługuje na miano headlinera.
Uprzejmie donoszę, że kolejnym headlinerem Coke Live Music Festival 2011 został hip-hopowy gigant - Kanye West!
Swoją wielkość Kanye udowodni 20 sierpnia na głównej scenie.

Dotychczas w Krakowie w dniach 19 i 20 sierpnia zapowiedzieli swoją wizytę Kid Cudi, Interpol, The Kooks, White Lies i You Me At Six.

wtorek, 14 czerwca 2011

Muzyczna niedosłowność - lubię to!

A Boltzu monotematycznie... Znowuż o Foalsach ;P
Nic nie poradzę, że ich twórczość wraca do mnie niczym bumerang.

Ależ oni są niedosłowni. Nie ma nic piękniejszego niż wykonawcy tworzący muzykę niebagatelną, nieodgadnioną, idźmy dalej - tajemniczą. Uwielbiam ciągłą eksplorację, doszukiwania się smaczków, unikatowych brzmień i niekonwencjonalnych rozwiązań. Stąd pewnie moja niechęć do gatunku muzyki bez polotu, związanej w głównej mierze na zarabianiu milionów. Gardzę muzyką, która musi się podobać, muzyką wtłaczaną na każdym kroku.
Sądziłem, że po wielokrotnym przesłuchaniu drugiej płyty zespołu Foals, Total Life Forever co się zowie, znam ją na wylot. Nic bardziej mylnego. Niewiarygodna sprawa, że utwory przesłuchane wzdłuż i wszerz dalej zaskakują. Głębia dźwięków i ich nagromadzenie (nienachalne, nieprzesadne, cholernie przemyślane) zadziwia swoją różnorodnością. Chłopaki z Oxfordu mają dar wytaczania w jednej piosence kilku ścieżek i to tylko od nas zależy, którą wybierzemy.
Ciekawym zjawiskiem nazwałbym również diametralną zmianę zdania na temat danego utworu. Mówię tutaj o 2 Trees. Przyznaję, że obdarzałem ten utwór permanentną obojętnością. Nawet po niezliczonych ilościach odtworzeń niezbyt do mnie trafiał. Czas przeszły. Dzieło, które wyszło spod rąk Brytyjczyków jest zjawiskowe. Wychodzi na to, że cały czas błądziłem po złej ścieżce. W przypadku 2 Trees biję się w pierś i ogłaszam, że mamy do czynienia z czymś wielkim. W życiu nie pomyślałbym, że majestatyczny finał ze zgiełkiem, chaosem i względnym nieuporządkowaniem może tak pięknie brzmieć.

Rekomenduję twórczość zespołu Foals. Zarówno pierwszą płytę (Antidotes) jak i drugą (Total Life Forever). Warto zadać sobie trud i poszukać także smakowitych bonus tracków i b-side'ów. Kopią równie mocno jak rzeczy wydane na longplejach.
Jeżeli lubicie muzyczną eksplorację zdecydowanie powinniście zwrócić na nich uwagę. Zwracam Waszą uwagę, żebyście zwrócili uwagę na nich ;D






1 lipca Foalsi po raz pierwszy zawitają do Polski. Zagrają na Open'erze w Gdyni. Niestety nie będzie mi dane ich zobaczyć na żywo, ale myślami będę pod samą sceną. Mam nadzieję, że wrócą za czas jakiś. Są numerem jeden na mojej liście zespołów, które muszę doświadczyć na żywo.