Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Everything Everything. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Everything Everything. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2015

Zwykła czy deluxe?

Mógłbym zacząć piosenką Mistrza Niemena Czy mnie jeszcze pamiętasz. Tak jakoś wyszło, że nie dawałem znaku życia i pozwoliłem zatamować lawinę słów traktujących o muzyce, które spływały w tym miejscu z dużą regularnością. Ogólnie to żyję i mam się całkiem dobrze. Lawina słów nie wyczerpała się ;)

Zazwyczaj (w 95% przypadków - reszta to ciekawostki i takie tam inne pierdoły) bohaterami postów są ważne elementy mojej boltzowej Muzycznej Czasoprzestrzeni. W poprzednim tygodniu niekwestionowanych numerem jeden byli Panowie z Everything Everything. W czerwcu światło dzienne ujrzało ich nowe pełnowymiarowe dzieło - Get to Heaven. W tym miejscu rozwiewam wątpliwości w kwestii tytułu posta. Nie chodzi o rodzaj jednego z popularniejszych trunków tylko o wersję płyty. Decyzję o zakupie podjąłem, ale waham się nad wersją. Na zwykłej znajduje się 11 tracków. Deluxe oferuje dodatkowych 6(!). Hm.

Mocne punkty płyty Get to Heaven to przede wszystkim wokal. Jonathan Higgs wyrasta w moich uszach na posiadacza jednego z najciekawszych wokali w alternatywie. Momentami strzela słowami jak z karabinu. Innym razem wyciągnie taki dźwięk, że brwi wędrują do góry z podziwu. Odważny skurczybyk i pomysłowy. Ma warunki i potrafi je wykorzystać. Olbrzymim plusem Get to Heaven jest dobra melodia. Nie każda piosenka jest/będzie hitem aczkolwiek fragmenty uderzają w głowę zostawiając trwały ślad. Przykładowo -> Distant Past, Regret, refren To The Blade, No Reptiles, albo Spring / Sun / Winter / Dread (dam do odsłuchu). Podoba mi się rozwój tego bandu. Kiedyś mogą być wielcy. Kawał dobrego grania. Jak ktoś lubi nieszablonowe, pokręcone indie rockowe/popowe, ba można nawet rzec art rockowe granie to serdecznie polecam.


W ramach bonusa uprzejmie donoszę, iż pod koniec 2015 roku brytyjski projekt przyjedzie do Polski. Raz jeszcze (jak dobrze liczę czwarty raz - poprawcie jak się mylę) odwiedzą kraj ze stolicą w Warszawie. A propos Warszawy to właśnie tam odbędzie się koncert. 1 grudnia Everything Everything pojawią się w Hybrydach. Ciepło wspominam koncerty EE. Byłem na dwóch. Jonathan mówiący "thank you", które brzmi jak "f*** you". Taaak... Wspomnienia koncertowe ;)

niedziela, 22 lutego 2015

Wszystko Wszystko

Wiecie, co będzie 15 czerwca 2015 roku? Poniedziałek. A, tak serio to brytyjski zespół Everything Everything zapowiedział na ten dzień premierę nowego albumu.

17 lutego ukazał się wideoklip do zapowiadającej album Get To Heaven piosenki Distant Past. Są kawałki, które nie zrobią dobrze przez ucho za pierwszym razem. Pierwszy odsłuch - "ech... z czym do ludzi?", drugi "może nie jest tak źle", trzeci "syndrom zapętlenia jednego utworu". Tak było u mnie z Distant Past. Everything Everything są cholernie specyficzni i przy pierwszym kontakcie z nowymi kawałkami trzeba dać im przynajmniej dwie szanse. W Distant Past wokalista Jonathan jak zwykle jest w formie. Wypluwa swoje partie w ekspresowym tempie i korzysta z walorów strun głosowych (niektórych mogą wkurzać, ale ja je doceniam). Ponadto w nowym kawałku wyróżniam dobry refren i bardzo dobrą partię gitary. Nic tylko słuchać, tak więc...

Distant Past to cholernie dobry powód, żeby zakreślić sobie w kółeczko datę 15 czerwca 2015 roku.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

(Nie) Będą jednymi z wielu

Przecieram uszy ze zdumienia. Nie sądziłem, że głęboko schowane pokłady potencjału Everything Everything mogą eksplodować i przynieść płytę Arc. Jestem pozytywnie zaskoczony, że Brytyjczykom udało się muzyczny bajzel/entropię/chaos przekuć w kilkanaście jakościowych kawałków. Na debiucie zatytułowanym Man Alive miało być ambitnie. No i było, ale przesadnie ambitnie. Przedziwniony (jest takie słowo w ogóle?) wokal, kompozycje sprawiające wrażenie niepoukładanych. Nawarstwienie dziwności na jednym krążku nie spełniło moich oczekiwań. Muzyczna degrengolada. Ponadto do momentu odsłuchu Arc wciąż miałem przed oczami ich dziwny ubiór, który przyodziali podczas koncertu na Coke Live Music Festival 2011 w Krakowie. Uniformy więzienne? Mechanicy? Śmieciarze?. Lubię dziwność, ale jakoś tak nie trzymało się to za przeproszeniem kupy. Pamiętam, że Everything Everything wskoczyli do line-upu Coke Live Music Festival 2011 w ostatniej chwili. Wtedy właśnie wykorzystałem okazję do doświadczenia ich muzyki na żywo. "Będą jednymi z wielu" - tak napisałem o nich w przydługiej relacji z CLMF 2011. Hm. Czy aby na pewno?

Kombinacja garści ogłady i czterech szczypt dojrzałości po jednej na każdego członka zespołu przyniosła piorunujący efekt. Siekło mnie z miejsca. Zdaję sobie sprawę, że wydana w styczniu tego roku druga płyta Everything Everything Arc może nie być wydawnictwem dla każdego. Najpierw trzeba polubić charakterystyczny głos Jonathana Higgsa. Nie każdemu może pyknąć jego wokal. Szczerze? Dla mnie Higgs to bezapelacyjnie podstawowy atut Everything Everything. Ma chłopak warunki i cieszę się, że na Arc zaczął z nich należycie korzystać. Frontman pierwsza klasa. Radzi sobie zarówno w subtelniejszych fragmentach jak i w energicznych, intensywnych, kiedy wypluwa z siebie masę tekstu. Całe szczęście, że względem Man Alive kompozycje zostały nazwijmy to ujarzmione. Mało rzeczy na tej płycie kłuje w ucho. Utwory nie są przekombinowane. Tym razem ambicja nie poniosła Chłopaków w chaszcze, a do pozbawionego chwastów ogrodu. Na Arc słyszę wpływy muzyki matematycznej, rocka i popu. Doprawdy zacnie dobrane proporcje. Jedna z moich ulubionych propozycji muzycznych w 2013 roku.

Posłuchajcie kawałka Kemosabe, który jest dobrą wizytówką Arc.
Znacie, lubicie? Ciekaw jestem Waszego zdania na temat Everything Everything ;>