Nowy rok, nowe nadzieje, nowe wzloty i upadki. Nowi ludzie, nowe doświadczenia, nowy kalendarz, heh ;P Ale przede wszystkim nowa muzyka!
Od jakiegoś czasu pojawiają się głosy z obozu Queens of the Stone Age jakoby chłopaki pracowali nad następczynią Era Vulgaris z 2007 roku. Nareszcie!
Mistrz Josh Homme (słowo Mistrz pojawia się w pełni świadomie) gitarzysta i wokalista QotSA ostatnimi czasy był pochłonięty projektem Them Crooked Vultures (muzyczna supergrupa w składzie: Dave Grohl - perkusja Nirvany, John Paul Jones - bas Led Zeppelin i wspomniany Josh Homme członek Kyuss, Eagles of Death Metal i QotSA). A z kolei inny członek Queens of the Stone Age Dean Fertita udzielał się w kapelach Jacka White'a: The Raconteurs i The Dead Weather.
Niniejszym ogłaszam, że elementy składowe Queens of the Stone Age zebrały się w kupę i zaczynają tworzyć nowy album. Oby dorównał fantastycznemu Songs for the Deaf z 2002 roku. A jak już nagrają płytę to nie mielibyśmy nic przeciwko, żeby wpadli do Polski, prawda? ;)
Poniżej mój ulubiony kawałek z wcześniej wspomnianej płyty. Na ten nowy, już 2011 rok (cholera jak ten czas leci ;P) Go With the Flow. Enjoy!
I szczęśliwego Nowego! Co by nie zawiódł muzycznie i żeby się dobrze żyło, hej!
W ostatni czwartek 2010 roku skupimy się na naszym podwórku.
Dzisiaj cover polsko-polski. Stanisław Sojka vs T.Love. Starcie polskich gigantów muzycznych.
Kilka słów o Panu Stanisławie. Lata temu, gdzieś koło 2003 roku miałem przyjemność usłyszeć Go na żywca. Zaprawdę powiadam Wam niezapomniany wieczór. Bez dwóch zdań. Genialny muzyk. Nigdy nie zapomnę widoku Jego skupionej do granic możliwości, zlanej potem twarzy i palców roztańczonych na biało-czarnej klawiaturze. Nie trzeba było być znawcą, żeby dojść do wniosku, że On i muzyka to jedność.
Jestem zdania, że Soyka to Artysta przez duże "A".
Cover piosenki Wychowanie, zespołu T.Love bardzo, bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu. Chapeau bas!
Jest takie przedsięwzięcie, które począwszy od 2003 roku elektryzuje cały świat muzyczny. Krytycy muzyczni oraz ludzie siedzący w branży fonograficznej przygotowują listę debiutujących, obdarzonych dużym potencjałem, utalentowanych wykonawców, którzy mogą w danym roku mocno namieszać na rynku muzycznym. Działa to tak, że wstępna lista kandydatów pojawia się w grudniu, a na początku stycznia poznajemy 10 laureatów (w edycji Sound of 2010 było tylko 5). Następnie przez cały rok obserwujemy czy rzeczywiście wykonawcy spełnili pokładane w nich nadzieje.
Przez lata w Sound of... przewinęło się mnóstwo świetnych zjawisk muzycznych. Zwycięzcami zostali m.in. 50 Cent, Keane, Mika i Adele. Z kolei w ścisłych czołówkach znajdowali się np. Yeah Yeah Yeahs, Franz Ferdinand, Bloc Party, Klaxons, White Lies, Florence + the Machine, Hurts... Można wymieniać i wymieniać.
W tym roku na łamach BBC została ogłoszona lista 15 wykonawców, których kariera w 2011 może wystrzelić. Oto lista nominowanych do rankingu Sound of 2011:
- Anna Calvi
- Clare Maguire
- Daley
- Esben & the Witch
- Jai Paul
- James Blake
- Jamie Woon
- Jessie J
- Mona
- Nero
- The Naked and Famous
- The Vaccines
- Warpaint
- Wrecht 32
- Yuck
Pozwoliłem sobie podkreślić moich faworytów.
Pan Boltz pierwszą piątkę widzi w następującej kolejności:
1. James Blake
Zaledwie 22-letni producent muzyczny specjalizujący się w muzyce elektronicznej. Muzyczna miłość od pierwszego usłyszenia ;)
2. Warpaint
Art-rockowy girlsband z Los Angeles. Dziewczyny łączą elementy shoegaze i post-punka, przy czym przeplatają jeszcze wszystko psychodelią. Jestem na tak!
3. Jai Paul
Długo szukałem słowa, które dobrze opisze tego jegomościa. Uważam, że najlepiej pasuje do niego określenie - intrygujący. Mega pozytywne zaskoczenie muzyczne. Subtelne "Don't fuck with me, don't fuck with me" chodzi za mną od kilku dni ;D
4. Nero
Poniższy kawałek prawie rozsadził moje głośniki. Mocarny dubstepowy bass przeszył mnie na wylot.
5. Jessie J
Tak trochę na przekór. Bliżej mi do The Naked and Famous, ale coś mi się wydaje, że Jessie J może namieszać w stawce. Silna kobita, która po trupach i tak osiągnie sukces.
Jeszcze muszę dodać, że ubolewam nad faktem, że nie mamy żadnego porządnego gitarowego wymiatacza w stawce.
Czekam z niecierpliwością do stycznia. Ciekaw jestem kogo muzyczna brać wybierze.
A Wy na kogo stawiacie?
"Co do cholery ten kawałek robi na boltzowym blogu?!" Też sobie zadaję to pytanie ;D
W boltzowej muzycznej czasoprzestrzeni takie hardkorowo popowe kawałki są jak śladowe ilości orzeszków arachidowych w paczkach czipsów. Cóż...
Jeszcze przed okresem w którym radio głównie serwowało świąteczne szlagiery miałem okazję trafić na piosenkę z imponującym wokalem. Że aż sobie przystanąłem i skusiłem się wsłuchać w płynące z głośnika dźwięki. Paniunia wyzywała mnie od fajerwerka. Powaga. Sposób w jaki mnie wyzywała naprawdę był godny podziwu. Pokojarzyłem fakty i wyszło na to, że będzie to Katy Perry i ten jej nowy hit Firework.
Wokal Katy rozwalił mnie na łopatki. Myślę sobie: "Tia, powodzenia w wykonywaniu tej piosenki na żywo." A tutaj zdziwko. Wyszukałem lajfkę z występu u Lettermana i kurczę o dziwo, dała radę. Szczerze powiedziawszy myślałem, że kompletnie położy ten kawałek. W dobie tych wszystkich ulepszaczy głosu sądziłem, że wersja studyjna będzie ośmieszać Katy Perry na koncertach.
Nie ma to tamto. Ciekawa kompozycja. Od czasu Alejandro Pani Gagi nic z tych RMF FMowych, popowych wydziwadeł mną tak nie poruszyło.
A poza tym, nie oszukujmy się - jest na czym oko zawiesić. Katy przykuwa męski wzrok ;)
P.S. W najbliższych dniach na moim blogu pojawi się prawdziwy konkret. Także, czuwajcie ;D
CCC - speszyl edyszyn, bo jutro 24.12, a pojutrze 25.12, a po pojutrze 26.12. Wiecie o co się rozchodzi.
Cover świątecznej piosenki, bez której podobnie jak z kultowymi filmami o Kevinie, który jakoś tak wychodziło, że ostawał się sam, święta nie były by takie same.
Przez niektórych znienawidzona, przez niektórych kochana. Część ludzi zarzeka się, że wręcz gardzi tą piosenką, a tak naprawdę mimowolnie nuci ją sobie podczas przedświątecznych porządków, zakupów albo innych czynności stricte związanych z przedsięwzięciem bożonarodzeniowym. Kawałek uznawany, za zwiastun nadchodzących świąt. Gdy usłyszysz ten przebój w radiu to znaczy, że za niedługo Boże Narodzenie. Pewnie już wiecie o jakiej piosence mówię (piszę). Tak jest! Last Christmas zespołu Wham!.
Autorem covera jest pochodzący z Norwegii Erlend Øye. Chudziutki, obdarzony wielkim talentem muzycznym, niepozornie wyglądający waćpan z dużymi okularami na nosie i wiecznie rozmarzonym wzrokiem. Erlend udziela się w The Whitest Boy Alive, Kings of Convenience i występuje solo. Tutaj muszę powiedzieć (napisać, whatever ;P), iż jestem wielkim fanem The Whitest Boy Alive. Chłopaki odwalają kawał dobrej roboty. A jak grają na żywo! Miodzio. Poświęcę im kiedyś dłuższy wpis.
Skupmy się jednak na coverze. Chłopina nadał tej piosence nowy wymiar. Pokazał, że można zmierzyć się z legendą i nie siląc się na producenckie dziwadła dorównać oryginałowi. Bardzo mi smakuje ta akustyczna wersja świątecznego evergreena.
To jak byśmy się już nie widzieli, życzę Wam Wesołych, okraszonych Waszą ulubioną muzyką Świąt ;)
May I have your attention please! Wstawka z angielszczyzny, bo i gość z zagranicy. Prosto z USA.
29 stycznia Tarnowskie Góry zaszczyci swoją obecnością brooklyński zespół New Idea Society. NIS będzie kolejną gwiazdą, cyklu posTroCK zainicjowanego przez Tarnogórskie Centrum Kultury. Warto zaznaczyć, że koncert w Tarnowskich Górach będzie JEDYNYM koncertem New Idea Society w Polsce.
Ich twórczość zasługuje na miano mieszanki wybuchowej. Cechują się tym, że posiadają umiejętność łączenia stylistyki post-rockowej z chociażby indie popem albo klimatami elektronicznymi. Nie skłamię stawiając tezę, że chłopaki z Brooklynu lubią poeksperymentować.
New Idea Society ma w swoim dorobku 3 płyty długogrające i jedną EPkę. Debiutancką płytę You Are Awake or Asleep wydali w 2005 roku. Następczyni debiutu pojawiła się w 2007 i nosi nazwę The World is Bright and Lonely. Trzecia płyta, Somehow Disappearing ujrzała światło dzienne w sierpniu tego roku. w międzyczasie zaserwowali fanom EPkę pod tytułem Quiet Prism.
Wokalista Mike Law przyznaje się do inspiracji takim osobistościami jak Fugazi, PJ Harvey, czy Robert Smith z The Cure. Śpiew wokalisty nadaje twórczości brooklyńczyków dodatkowego kolorytu. Frontman New Idea Society może pochwalić się bardzo intrygującym wokalem. Przyjdziecie, sprawdzicie, przekonacie się.
Ważnym elementem amerykańskiej kapeli są instrumenty klawiszowe. Niekiedy zgrabnie zakamuflowane, pobrzmiewające gdzieś tam w tle świetnie współgrają z klimatycznym wokalem Mike'a Lawa. Na ostatnim w dorobku zespołu albumie Somehow Disappearing zawierającym 12 wpadających w ucho kawałków od których trudno się oderwać nie brakuje również gitar. We fragmentach okraszonymi wstawkami gitarowymi amerykanie udowadniają, że i na gitarach grać potrafią. Mike Law zapytany o swoją ulubioną piosenkę z nowego krążka miał dylemat czy wybrać Halluminations czy Disappearing. Mnie osobiście bardzo trudno jest wybrać najlepszą piosenkę z najnowszego albumu formacji NIS. Tak jak wspomniałem longplay obfituje w zacne kawałki. Już nie mogę się doczekać aby wysłuchać tych kompozycji na żywo.
Chłopaki zapowiadają, że podczas europejskiej trasy koncertowej wzniosą się na wyżyny i będą w świetnej formie. Trzymamy za słowo;)
Święta, święta! Ludziska sprzątają swoje domostwa, ozdabiają je różnymi świątecznymi ciuciołami i zaopatrują się w taką ilość artykułów spożywczych, że później mają problem z ich pochłonięciem. Czymże byłyby święta bez zapachu twardego jak skała piernika, włażącego między zęby maku, wielogodzinnych dysput czy światełka na choince są dobrze założone czy może jednak je przełożyć albo filetu z mintaja, w którym jak sama nazwa wskazuje ość na ości ość podpiera. O, albo taki kompot z suszu czarujący smakiem kurzu. Czysta magia świąt, Moi Mili.
Z dniem dzisiejszym magia świąt zagości również na moim blogu. Wrzucam nieodłączny bożonarodzeniowy hit - Silent Night
Ale ze mnie gapa. Zapomniałem dodać, że to dosyć nietypowa wersja ;]