piątek, 11 lutego 2011

Pokłońcie się nad dziełem doskonałym - Silent Alarm

Wspominałem kiedyś, że uwielbiam Bloc Party? No pewnie, że wspominałem ;D Gdzieżbym śmiał nie wspomnieć. O TAKICH smerfastycznych zespołach powinno się raz na jakiś czas mówić. Nawet jak Ty, ludziu, który to czytasz nie znasz brytyjskiego Bloc Party to może dzięki mojemu wpisowi zakręcisz się wokół nich, bo kurczę wiele Cię omija.
Nieważne, że już nie istnieją (albo mają chwilowy kryzys, whatever. Sam już nie wiem na czym stanęło. W każdym razie nie koncertują i nie nagrywają nic nowego), nieważne, że ich ostatnia, trzecia płyta była malutkim potknięciem, ważne, że zostawili po sobie wyśmienity debiutancki album!
Kocham wracać do genialnych płyt. O, tak! Miło jest żyć z myślą, że gdzieś tam zawsze czeka przesłuchany setki razy album, pewniak, przy którym mordka się śmieje. Powiedz przy Panu Boltzu hasło Silent Alarm, a masz jak w banku, że na jego twarzy zagości uśmiech.
Tak jak już napomknąłem sprawcą moich ochów i achów jest pierwsze dziecko Bloc Party, czyli Silent Alarm. Ktoś powie: "Boltzu odgrzewa stare kotlety". Oj, nie ktosiu. Boltzu przypomina, że jest taki album, który aspiruje do miana istnego opus magnum muzyki alternatywnej.

13. 13 genialnych kawałków. Począwszy od longplejowego otwieracza Like Eating Glass do zamykającego album Compliments. Kupuję je wszystkie. Mamy smakowite, soczyste gitarowe zagrywki Russella Lissacka i Kelego Okereke, mamy jednego z najinteligentniejszych muzycznie perkusistów na świecie Matta Tonga, mamy również pulsujący bass z najwyższej półki i odpowiedzialnego za niego Gordona Moakesa. Warto zwrócić uwagę na teksty. Życiowe, a jakże. Hymny młodzieży? A niech stracę. Nazwijmy je hymnami młodzieży. Wokal Kele Okereke też jest dość niczego sobie.
Przebojowość, niebanalność, szczerość. Jeszcze kupa innych słów podkreślających zjawiskowość tego albumu. Skupisko wprawiających w stan ciarzastości kawałków. Nawet po sześciu latach brzmią cholernie świeżo. Silent Alarm miał swoją premierę w 2005 roku.
Moja koleżanka zauważyła, że ten Silent Alarm najlepiej smakuje w wersji loud. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami (lewą ręką będzie koślawo, bo koślawo, ale zawsze ;D)

Polecam,
Wasz Boltz


czwartek, 10 lutego 2011

CCC czyli Czwartkowy Cykl Coverowy XIII

6 lutego kopnął w kalendarz jeden z najlepszych wirtuozów gitary na świecie. W wieku 58 lat odszedł od nas Gary Moore. Kto nie zna kawałka Still Got the Blues? Bez kitu, zacny utwór. Gitarzysta pochodzący z Belfastu dorzucał swoje przysłowiowe 3 grosze do legendarnego zespołu Thin Lizzy. Gitara wiodąca spoczywała w jego rękach.
Jeśli mówimy już o Thin Lizzy mam dla Was dzisiaj cover tradycyjnej irlandzkiej piosenki, która dzięki Irlandzkim hardrockowcom nabrała większej popularności. Ale to jeszcze nic. Piosenka Whiskey in the Jar doczekała się jeszcze jednej wersji. Wersji, której poświęcam trzynasty Czwartkowy Cykl Coverowy.

Cover Metalliki był dla mnie w pewnym stopniu przełomowy. Był to cover przy, którym Pan Boltz po raz pierwszy postanowił wkroczyć w wir tańca pogo i szalonego aktu potrząsania głową zwanego headbangingiem. Wierzcie mi pamiętam to jakby to było wczoraj. Przez tydzień liczyłem siniaki na całej powierzchni boltzowego ciała i doprowadzałem do pionu głowę, gdyż przemęczone mięśnie odmawiały posłuszeństwa i głowa leciała to tu to tam ;D

Odkurzony, tradycyjny irlandzki motyw w wersji zespołu Metallica brzmi następująco. Przed Wami Whiskey in the Jar!

wtorek, 8 lutego 2011

Math-rockowe post-rocki - The Edmund Fitzgerald

Dzisiaj postanowiłem wspomnieć o zespole, w którym dwójka obecnych członków Foals stawiała pierwsze muzyczne kroki. Yannis Philippakis i Jack Bevan - dwa filary brytyjskiego Foals wraz z koleżanką Liną Simon poczęli muzykować pod szyldem The Edmund Fitzgerald. Okazuje się, że Yannis i Jack w przeszłości sadzili niezłe math-rockowe post-rocki ;D Niekiedy nawet z soczystym gitarowym pierdzielnięciem.
Musimy sobie powiedzieć jasno. Nie jest to jakieś górnolotne granie. Nie spodziewajmy się po twórczości TEF nie wiadomo czego. Ale nie ulega wątpliwości, że projekt The Edmund Fitzgerald to pozycja dla każdego jednego fana Foalsów.

Jeszcze nawiązując do post-rockowych klimatów. Moim skromnym zdaniem jednak coś w tym jest. Naleciałości post-rockowe niekiedy uwidaczniają się nawet w twórczości Foals. Niektóre kawałki z drugiej płyty Total Life Forever ewidentnie nawiązują do post-rockowej stylistyki np. taka Spanish Sahara, albo b-side'y w postaci A Song For You lub świeższego The Forked Road. Czynnik post-rockowy słyszany gołym uchem.

Tak kiedyś Yannis z Jackiem i koleżanką Liną sobie pogrywali:

niedziela, 6 lutego 2011

Pan Boltz i Open'er 2011

Wszystko wskazuje na to, że jak Bozia da zdrówko to Open'er 2011 będzie jednak kompatybilną częścią boltzowej, muzycznej czasoprzestrzeni. Wiąże się to z olbrzymią ilością wyrzeczeń i kolejnym zaciśnięciem pasa, ale dla takiego eventu - warto. Czemu by nie spełnić swoich marzeń? Czemu by nie usłyszeć live muzyków, którym zawdzięczam wielokrotny stan ciarzastości? Czemu by nie rzucić się w muzyczny wir i dać otoczyć się z każdej strony muzyką graną na żywo? Czemu by nie doprowadzić do sytuacji, w której artyści oglądani na zdjęciach i znani głównie z wywiadów pisanych będą na wyciągnięcie ręki?

Niech każdy odpowie sobie we własnym zakresie na powyższe pytania. Ja traktuję je jako pytania retoryczne ;)

W świetle zaistniałej sytuacji będę informował na bieżąco o artystach ogłaszonych przez Mikołaja Ziółkowskiego i będziemy mogli na świeżo o nich dywagować.

Artyści, których dotychczas ogłoszono:
  • Coldplay
  • Caribou
  • Foals (!!!!! ;D)
  • Fat Freddy's Drop
  • Hurts
  • Primus
  • D4D
  • Paristetris


Nie miałbym nic przeciwko gdyby do tego grona dołączyli...



Queens of the Stone Age!!

czwartek, 3 lutego 2011

CCC czyli Czwartkowy Cykl Coverowy XII

Czwartkowy Cykl Coverowy odsłona 12. Bez żadnego pitu-pitu ani nawet sratatata. Do dzieła.
Nazwijmy to kontynuacją wpisu o siostrach Söderberg. W tym tygodniu młode Szwedki ewidentnie zawładnęły muzyczną czasoprzestrzenią Pana Boltza. Nie mogłem nie wykorzystać okazji do zamieszczenia ich wyśmienitego covera. Dziewczyny postanowiły zrobić prezent folkowym gigantom ze Seattle, chłopakom z Fleet Foxes. Moim skromnym zdaniem nieco ich zawstydziły, bo ich wersja zdaje się być o wiele korzystniejsza od oryginału. No, ale ja mam fizia na temat dwugłosów i harmonii, także obiektywność schodzi na drugi plan ;D

Nic więcej nie jestem w stanie napisać, bo...FOALSI ZAGRAJĄ NA OPENERZE!! Myślami jestem zupełnie gdzie indziej ;P


środa, 2 lutego 2011

Muzyczne newsy Pana Boltza - Żegnajcie The White Stripes

Wiedziałem, że ten dzień przyniesie jakąś nieprzyjemną nowinę! Czułem to! Cosik wisiało w powietrzu. Przeczucie mnie nie myliło.
Jedyna dobra wiadomość to to, że dziś Dzień Świstaka. Świstak nie zobaczył swojego cienia, czyli wiosna raz dwa się pojawi. To zacna nowina. Wiosna jest fajna, wiadomo. Ale na tym kończymy dobre nowiny i przechodzimy do niefartownych wieści.

Mam dla Was hiobową wieść. Z przykrością informuję, że z dniem dzisiejszym zespół The White Stripes zakończył swoją działalność. Jack i Meg wydali oświadczenie, w którym ogłosili rozpad bandu i co za tym idzie nie ujrzymy już nowej płyty ani występów White'ów na żywo. Stwierdzili, że jest mnóstwo powodów podjęcia tej decyzji. Jednak najważniejsze jest dla nich, abyśmy zapamiętali ich takimi jakimi byli przez cały czas, abyśmy zapamiętali ich za piękno i unikalność ich formy sztuki.
Pełną treść oświadczenia można znaleźć na oficjalnej stronie wytwórni płytowej Jacka White'a, Third Man Records.


Zapamiętajmy ich i doceniajmy ich wielki wkład w muzykę rockową.
Pan Boltz pragnie podziękować za wszystkie piękne chwile spędzone przy twórczości The White Stripes. Muzyczny świat jest od dziś uboższy o jedną z największych rockowych kapel. R.I.P. The White Stripes...

wtorek, 1 lutego 2011

Siostry Söderberg

Nie no, mówię Wam. Ja to jednak kocham dwugłosy i harmonie wszelakie. Kocham również piękne piosenki. No i wiadomo, kocham ociekające zacnością niewiasty ;)
Wyszło z tego coś na kształt boltzowej spowiedzi, ale jak się domyślacie nie pojawia się ona bez powodu.

Wszystkie elementy boltzowego wyznania, spina jeden zespół ze Szwecji - First Aid Kit. Zespół dwuosobowy. Duet jak kto woli. Siostrzany duet.
Klara i Johanna Söderberg wykonują przepiękne, akustyczne, folkowe piosenki. Harmonie głosów dwóch młodych dam ze Sztokholmu przeszyły oblicze Pana Boltza na wylot. Umiejętne wykorzystanie talentu owocuje niesamowitymi melodiami i niepowtarzalnym klimatem.
Ależ one zakrzywiły moją muzyczną czasoprzestrzeń! Zaserwowały mi skok w magiczne, nieefekciarskie, naturalne, swojskie rejony muzyczne. Nazwa First Aid Kit zobowiązuje. Muzyka dziewczyn jest swoistym lekarstwem dla duszy.
Magia debiutu z 2010 roku The Big Black and The Blue udzieliła mi się w trymiga. Dopiero zaczynam przygodę z First Aid Kit, ale wydaje mi się... Wróć! Jestem przekonany, że dziewczyny na dobre znajdą sobie miejsce w mojej muzycznej czasoprzestrzeni.



Klara to brunetka, a Johanna jest blondynką. Johanna jest mmmmm...mega fest zacna ;D

Nie żegnamy się z First Aid Kit, bo jeszcze tutaj kiedyś zaglądną ;)